PROTOTYP POD LUPĄ v1.0: Plażing – parawany w dłoń

Zapewne każdy z Was miał do czynienia z tzw. parawaniarstwem. Chociaż raz. Jedni mogli zobaczyć na własne oczy masę ludzi zastawiających się barwnymi wiatrochronami. Z kolei druga część, była właśnie za tymi osłonami. Nie sposób nie stwierdzić, że ludzie dzielą się właśnie na te dwie grupy: obserwatorów i parawaniarzy. Oczywiście, potrafią oni zmieniać stronę jak przerzut w kibicowskim świecie. Raz nimi są, a raz nie. Lecz czemu o tym wszystkim piszę?  „Plażing – parawany w dłoń” to intrygująca gra, która pomimo kłótliwego tematu, potrafi dostarczyć sporo zabawy. Skąd to wiem? Otóż trafiła ona do mnie jakiś czas temu, więc miałem okazję ją przetestować. A co za tym idzie, w dalszej części artykułu, dowiecie się co mnie w tej grze urzekło.

W pierwszej kolejności na co zwróciłem uwagę, to cudowne elementy służące do oznaczania zasobów (muszelka, bursztyn, kamyczek). Spotkałem je już kilka razy w planszówkowym świecie i ucieszyłem się na ich widok. Każda gra, która ma takie kamyczki, od razu przykuwa moją uwagę. Jednak to nie wszystko. Nawet jak na prototyp, gra wyglądała bardzo dobrze. Możemy w niej zobaczyć ciekawą planszę, zaprojektowaną w zmyślny sposób. Niby prosta, ale jednak. Da się zaobserwować w niej ukryte smaczki w postaci wędrujących dzików, czy pingwinów. Jednakże więcej Wam nie powiem. Przyjdzie i na Was pora aby poszukać tych ciekawostek (psssst…. może coś na zdjęciach uda się zobaczyć). Kontynuując, graficznie gra ucieszy oko nie jednej osoby. Elementy, które otrzyma każdy z graczy również mają dobre barwy. Ponadto nie przerażą nikogo ilością, gdyż jest nich niewiele. Wydawałoby się, że to dobrze, aczkolwiek gra nie jest taka prosta jak można przypuszczać. Zdarzają się sytuacje, które wymagają od nas więcej niż niejeden tytuł. Owszem, nie oznacza to, że Plażing jest molochem. Umieściłbym ją gdzieś na równi z Epoką Kamienia.

Jednak ja tu gadu gadu, a tak naprawdę nie napisałem jeszcze jak w tę grę się gra. Śpieszę z objaśnieniami! Otóż po otrzymaniu swojego zestawu startowego, składającego się z 8 parawanów, 5 kocyków, 6 gratów i 10 ludzików praktycznie jesteśmy gotowi do gry. Wystarczy rozłożyć mapę, w zależności od ilości graczy. Kiedy grają dwie osoby, zakrywamy po prostu 6 pól (możemy użyć do tego nieużytych kafelków plaży – tak jak pokazałem to na zdjęciach). W przypadku gdy gramy w trzy osoby, zakrywamy 3 pola, a grając pełną pulą osób, wszystkie miejsca musimy zapełnić. No dobrze, dobrze. Jednak, których należy użyć, a które odłożyć do pudełka? Spokojnie. Instrukcja Wam wszystko wyjaśni w bardzo przejrzysty sposób. Jest ona napisana bardzo zrozumiale, co oznacza, że mało kto powinien mieć z nią problemy. A co robimy po rozpoczęciu gry? W pierwszej kolejności, osoba która miała ostatnio urodzinki, rzuca kością pogody.  Celem tego rzutu jest określenie, w jaki sposób możemy zdobyć/stracić punkty. W tym przypadku, zasady są banalne. Gdy wypadnie N,W,E lub S, zdobywamy 2 punkty na koniec gry, za każdy parawan chroniący przed wiatrem z danej strony. Gdy wypadnie słońce, każdy wyłożony kocyk daje nam 2 punkty. Z kolei gdy ktoś wyrzuci deszcz, każdy gracz straci 1 punkt, za każdy wyłożony grat. Rzecz jasna, rzut jest przeprowadzany jednorazowo na całą grę. To nas mniej więcej nakierowuje, jaką taktykę mamy obrać. A uwierzcie, czasami z jej dopasowaniem jest problem.

Po wylosowaniu pogody, przechodzimy do właściwej sekcji, to znaczy ruchu. Każdy z graczy, podczas swojej tury, może wyłożyć elementy w postaci: 1 parawanu lub 2 kocyków, lub 2 gratów, lub 1 kocyka i 1 grata. Każdy z tych elementów (oprócz gratów) układa gdziekolwiek mu się podoba. Po prostu wybieramy miejsce i ciach, kładziemy. Inaczej ta zasada ma się do gratów. W momencie gdy chcemy je położyć, musimy mieć już usadowiony gdzieś kocyk lub parawan. Dlaczego? Ponieważ grat może leżeć maksymalnie 3 pola od powyższych elementów. Lecz po co to robimy? Naszym zadaniem jest ułożenie przedmiotów na planszy w taki sposób, aby zamknąć ją przed innymi. Każdy taki otoczony rejon jest przejmowany przez gracza, który miał największą ilość elementów które przyczyniły się do jego osłonięcia. Gdy określimy kogo jest to rejon, gracz ten kładzie w tym polu ludzika (oznaczającego przynależność rejonu do gracza), oraz zbiera zasoby. W przypadku gdy jest ich więcej niż jeden rodzaj, decyduje, który z nich zbiera. I w tym miejscu przechodzimy do kolejnej możliwości ruchowej, którą ma każdy z graczy, poza wykładaniem elementów na plaży. Zamiast ułożenia, możemy zdecydować się zebrać pozostałe zasoby ze wszystkich (własnych) zamkniętych rejonów. Oczywiście zasoby te muszą być tego samego rodzaju. Jest to dobry sposób, aby jednym ruchem zebrać sporą ilość elementów. Lecz po co nam zbierać owe muszelki, bursztyny i kamyczki? Otóż na koniec gry, zdobywamy za nie punkty. Im więcej ich jest, tym więcej punktów otrzymujemy. Ponadto, za każdy zestaw (3 różne) otrzymujemy dodatkowe 10 punktów! Te punkty, nie raz dadzą nam zwycięstwo.

Wszystko fajnie, pięknie, tylko kolejne pytanie. Kiedy gra się kończy?! Tak więc koniec przypada dwojako. W pierwszej możliwości, gra się skończy, gdy jeden z graczy wyłoży wszystkie parawany i kocyki. Drugą możliwością, mniej prawdopodobną, jest niemożność wykonania ruchu przez gracza (przynoszącego mu jakąkolwiek korzyść). Po zakończeniu gry, podliczamy punkty i ogłaszamy kto został królem Parawaniarzy! Proste? Oczywiście że tak! Odchodząc jednak już od zakończenia rozgrywki, chciałbym jeszcze wspomnieć o elementach, które nie są przeznaczone do zwykłej rozgrywki. Gra przewiduje mini-rozszerzenia w postaci dodatkowych kafli, elementów czy kart wydarzeń. Każdy z nich nadaje grze ciekawszego smaczku i wręcz wypada o nich chociaż wspomnieć. Jednak aby nie popsuć Wam przyjemności z gry, już więcej nic nie powiem!

Podsumowanie

W pierwszej kolejności chciałbym wytłumaczyć, dlaczego na starcie użyłem stwierdzenia „kłótliwy temat”. Nie od dziś wiadomo, że parawany to zaczątek niejednej kłótni, jak nie bitki na plaży. Autor (Łukasz Makuch) zauważył pomysł w tym temacie i bardzo zmyślnie go wykorzystał. Gra swą tematyką nie wywołuje negatywnych emocji bazujących na temacie przewodnim. Jest to bardzo duży plus dla tego tytułu, gdyż niewygodna sfera została stłamszona. A nie sądzę, aby podczas gry dochodziło do dantejskich scen, które można czasami zaobserwować nad polskim morzem. Śmiech zwyciężył i tym razem.

W Plażing grało mi się lekko i przyjemnie. Mogłem odczuć pewien klimat, a negatywna interakcja wręcz musiała mieć miejsce. Pole, na którym możemy wykonywać ruchy, jest tak skonstruowane, że nie ma możliwości grać pasywnie. W końcu, któryś z graczy zagra agresywniej i bum – konflikt rozpoczęty, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Miałem przyjemność zagrania przy każdej ilości graczy, więc mogę stwierdzić, że skalowalność gry jest na bardzo dobrym poziomie. Z oceną regrywalności jest ciężej, gdyż niecałe dziesięć partii tego nie ukaże. Jednak wydaje mi się, że jest to gra, która wystarczy na co najmniej kilkanaście partii.

Do samej premiery gry już niedługo, gdyż kampania na Wspieram.to rusza 20.09.2019 o godzinie 10:00. Myślę, że Plażing, już w pełnej krasie, przybędzie do mej karczmy i zawita na dłużej. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o samej grze, zapraszam Was do odwiedzenia: FanPage gry, FanPage wydawnictwaYouTube wydawnictwa. A tymczasem, żegnam! Muszę lecieć zająć miejsce na plaży.

Dodaj komentarz

avatar