PROTOTYP POD LUPĄ # v1.0: Tkacze Burz – Północna Granica

Systemy RPG mają szeroki wachlarz, którym w dowolny sposób możemy dysponować i nie ważne jest, jaki rodzaj fantastyki nas interesuje.  Wielce prawdopodobne, iż znajdziemy go w zbiorach systemów RPG, poza jednym… . W fabularnych grach książkowych, do dnia dzisiejszego nie ma sposobu na problem, którym jest brak chętnych ludzi do grania czy prowadzenia sesji. Pewnym rozwiązaniem są elektryczne RPGi, w których to możemy wcielić się w rolę i podążać razem z przyjaciółmi w wirtualnym świecie, jednakże nie chodzi nam o to, jakie odczucia stwarzają gry video, tylko te w postaci książek. Innym mogą być sesje prowadzone przez internet, co też jest dobrym rozwiązaniem. Jednak co zrobić, gdy mamy masę książek z systemami, konta na różnych portalach do grania w wirtualne sesje, a nadal nie ma po prostu z kim grać? Pewna osoba wpadła na pomysł jak zniwelować ten problem i przedstawiła mi swą koncepcję.

Paweł Dziemski, udostępnił mi prototyp swojej gry planszowej połączonej z książką paragrafową, pod tytułem „Tkacze Burz – Północna Granica”. Od samego początku byłem zaciekawiony tym projektem. W moich kręgach, to ja ciągle prowadziłem sesje, więc nie mogłem być graczem, dlatego ciekawość ta została tym bardziej spotęgowana. Co w tym pomyśle jest interesujące? Otóż książka jest naszym mistrzem gry, a my jedynym graczem! To od nas zależy jak potoczą się losy głównego bohatera, krasnoluda Thymina. W jaki sposób skończy swój żywot? Przedwcześnie ze strzałą w sercu, czy może pykając fajkę na werandzie swego domostwa? Aby się przekonać będziecie musieli w grę po prostu zagrać. Jak? O tym za chwilę.

Gra składa się z ponad 300-stu stronicowej książki, w której to zawarte są podstawowe informacje na temat naszego bohatera, zasady rozgrywki, paragrafy z wydarzeniami itp. Do tego otrzymujemy inne elementy w postaci planszy bohatera oraz plansz scenerii, na których będziemy toczyć swe boje. Jest ich dosyć dużo, bo aż osiem. W zależności od tego jak potoczy się kampania, z takowych będziemy korzystać. Może zdarzyć się, iż zobaczymy tylko ich namiastkę. Oprócz tego wchodzimy w posiadanie  figurki gracza, kart przeciwników, przedmiotów i lokacji, czy specjalnych znaczników potrzebnych nam do kontrolowania statystyk naszej postaci i dwóch kostek k6. Do rozgrywki przystępujemy po krótkim wstępie, który ma nas zapoznać ze światem oraz po ustaleniu części danych bohatera.

O samej zawartości książki nie mogę dużo powiedzieć, gdyż historie zakończenia rozgrywki są różne, a droga do nich jest równie zróżnicowana. Jednakże aby uchylić rąbek tajemnicy, naświetlę jak wygląda świat i wytłumaczę w jaki sposób się walczy. W Tkaczach Burz, świat składa się z mitologii Wikingów, w której znajdują się krasnoludy. Próżno jednak szukać powiązania między Tolkienowskimi brodaczami, a tymi tutaj. Bardziej oni przypominają właśnie dzikich nordów. Co do walki, posiadamy w grze dwa współczynniki: Zręczność i Mądrość. Dzięki nim będziemy sprawdzać się w spotykających nas trudach. Poza tym, mamy pewną wytrzymałość w postaci życia i elementów obronnych: zbroja i tarcza.  Jak to bywa w RPGach, toczy się ona w rundach. Z tą różnicą, iż w każdej z nich, my pierwsi zaczynamy swój ruch, a potem dopiero wrogowie. Ważnym jest, iż jeśli wrogów jest więcej, to ruch ich jest wyszczególniony na planszy. Wygląda to podobnie jak inicjatywa w systemach RPG, tylko że gracz zawsze ma ją najwyższą. W swojej turze, mamy dwie możliwości do wyboru: ruszyć się i/lub zaatakować. Ruch i wszystkie inne specjalne zasady, są wyszczególnione na planszy scenerii. Co do ataku, wygląda to następująco: Rzucamy 1k6 i dodajemy do swojej zręczności. Następnie, rzucamy ponownie 1k6 dla wroga i wynik również sumujemy z jego zręcznością. Starcie wygrywa strona z wyższym wynikiem, tj. atakiem. Teraz po prostu wyliczamy różnicę pomiędzy cyframi, odejmujemy ew. współczynniki obronne przegranego i zadajemy tyle obrażeń ile nam wyjdzie w wyniku. Walka toczy się tak długo, aż Thymin pokona wszystkich wrogów, albo jego punkty zdrowia zejdą poniżej 0. Gdy bohater gracza skona, to spokojnie. Ma on jeszcze szansę powrócić do świata żywych.

No dobrze, czym zatem cechuje się ta gra i dlaczego warto zainwestować w nią swe ciężko zarobione pieniądze? Zacznijmy od tego, iż Tkacze Burz nie są grą wymagającą zbyt dużo od gracza. Ma on po prostu usiąść, czytać ją, a w razie potrzeby podjąć decyzję. Walki z kolei sprowadzają się do przesuwania po planszetce i rzucania kośćmi. Oczywiście powinniśmy poruszać się z pomyślunkiem, gdyż możemy otrzymać różne modyfikatory – mniej lub bardziej korzystne. Gra sprawia wrażenie prostej, ale ma ona taka być, co jest jej zdecydowanym plusem. Jest to tytuł, który pozwala graczom zapoznać się z elementami fabularnych gier książkowych. To oczywiście nie oznacza, że doświadczeni RPGowcy nie mogą w nią zagrać. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Moim zdaniem, jest to dobra (ciekawsza) alternatywa dla RPGów w postaci gier video, jak i książek. Dlaczego? Otóż Tkacze Burz są jakby tą książką, z tą różnicą iż mamy wpływ na to co się w niej dzieje. Do pomocy przy zobrazowaniu sobie pewnych rzeczy, otrzymujemy ciekawe elementy. Ponadto w grze nie spotkamy ani przekleństw, ani elementów erotycznych, gdzie w grach video zazwyczaj jest ich pełno. To z kolei pokazuje, iż w Tkaczy Burz może grać praktycznie każdy, od malucha po dorosłego. Oprócz tego, można wykorzystać grę jako jedną z możliwości na spędzenie czasu w nieciekawy, deszczowy wieczór.

Na dzień dzisiejszy, autor planuje wystartować z grą (okolice października 2019) na jednym z portali crowdfundingowych, więc macie jeszcze dużo czasu do zastanowienia się. Sądzę że będzie to tytuł warty swej ceny, a na pewno nie będzie ona za wysoka. Ponadto, gdyby udało się wydać tę grę z sukcesem, to możemy liczyć na kontynuację tytułu, gdyż jakiekolwiek zakończenie w grze, pozostawia furtkę na przyszłe wydarzenia. Poza tym, myślę że po udanej kampanii (CF), wiele osób poszło by śladami autora i spróbowało swych sił w wydaniu swojego tytułu. Jest to sposobność do wykorzystania własnych projektów zwykłych książek, które nie ujrzały nigdy światła dziennego. Zawsze dobre i to!

Grę można wypróbować w wersji elektronicznej pod TYM adresem.

 

Dodaj komentarz

avatar